Wycena powstaje z rozpisania zakresu na zadania, oszacowania każdego z nich osobno i dodania bufora na ryzyka, które nazywamy z imienia. Nie z pomnożenia „dużego projektu" przez stawkę.
Dlatego każda nasza wycena ma dwie części: kwotę i listę założeń. Założenie brzmi na przykład „system magazynowy udostępnia API do stanów, dokumentacja jest aktualna". Jeśli okaże się nieprawdziwe, wiadomo dokładnie, która pozycja się zmienia i dlaczego — zamiast rozmowy o tym, czy aneks jest uzasadniony.
To nie jest anomalia, tylko norma — i prawie zawsze wynika z tego, że każda z nich wycenia inny zakres. Jedna zakłada gotowy szablon z drobnymi zmianami, druga budowę od zera, trzecia budowę od zera razem z migracją danych i integracjami.
Porównywalne stają się dopiero wtedy, gdy zakres jest wspólny i spisany. Po to jest warsztat discovery — i po to jego wynik jest Twój, także wtedy, gdy zbudujesz to z kimś innym.
Licencji na nasz własny silnik, bo takiego nie mamy. Opłat za dostęp do własnego kodu. Marży na hostingu. Kod, prawa majątkowe i infrastruktura należą do Ciebie od pierwszego commita — nie dlatego, że to miły gest, tylko dlatego, że projekt musi dać się przekazać.